Człowiek z problemami określenia swojej płci cierpi, ale jak wynika z badań przeprowadzonych w Finlandii, potrzebuje psychiatrycznej terapii, a nie zmiany płci. Ta ostatnia tylko radykalnie pogarsza jego stan psychiczny.
Skoro do tej pory „chłopi rozum” to było za mało, to może tym razem konkretne badania przekonają przede wszystkim członków Lewicy i Razem do zaprzestania robienia demolki w głowach młodych ludzi.
Według fińskiego badania opublikowanego w Acta Paediatrica autorzy przebadali 2083 osoby poniżej 23. roku życia kierowane do klinik dysforii płciowej oraz 16 643 osoby będące ich odpowiednikami, tzn. w tym samym wieku i tej samej płci.
Według tych badań, aż 45,7% miało poważne problemy psychiatryczne już przed trafieniem do klinik, a po co najmniej 2 latach od zgłoszenia odsetek ten wynosił ponad 60% oraz potrzeby psychiatryczne nie zmniejszały się po medycznej tranzycji.
To nie jest argument za lekceważeniem cierpienia tych młodych ludzi – to argument za tym, by traktować je poważnie i najpierw rzetelnie diagnozować cały kontekst psychiczny. Wniosek dla polityków, zwłaszcza lewicy, powinien być prosty: zamiast ideologizować temat, trzeba wrócić do medycyny opartej na dowodach, ostrożnej kwalifikacji i realnego wsparcia psychiatrycznego dla młodych ludzi, a nie poprzez tzw. zmianę płci niszczyć ich życie.

