Drodzy Państwo,
Marcin Horała oraz Piotr Müller napisali w ostatnich 24 godzinach wiele kłamstw na mój temat. Tylko dlatego, że ośmieliłem się skrytykować dążenie ich środowiska do rozbicia Prawa i Sprawiedliwości.
Co więcej, Marcin Horała zaatakował moją żonę. Nakłamał, że Natalia opuściła PiS po tym, jak dostała „jedynkę” na liście do Sejmiku Województwa Pomorskiego w 2024 roku. To nieprawda i Marcin o tym doskonale wie. Natalia zrezygnowała z członkostwa w partii w 2021 roku. Zrobiła to w czasie, kiedy Horała był szefem pomorskich struktur. Marcin kłamie więc z premedytacją, w pełni świadomie i po prostu bezczelnie. Ówczesna decyzja mojej żony podyktowana była między innym tym, że nie chciała swoją osobą uwiarygadniać jego polityki kadrowej w województwie. O powodach rezygnacji lojalnie poinformowała prezesa Kaczyńskiego i chyba nie utraciła jego zaufania, bo już po tym jak opuściła partię prowadziła dwie ogólnopolskie konwencje PiS-u, zaproponowano jej start do Senatu, a następnie do Sejmiku Województwa Pomorskiego.
W naszej kulturze, Marcinie, żon i dzieci się nie atakuje.
Po drugie, panowie zarzucają mi, że nie wspierałem w kampanii Karola Nawrockiego. To oczywiście bzdura. Wspierałem, za co w czasie kampanii Pan Prezydent mi podziękował.
Marcin Horała posunął się do czegoś jeszcze gorszego. Otóż wypomniał mi, że rzekomo nie było mnie na wiecach Karola Nawrockiego. To nieprawda. Byłem w Starogardzie Gdańskim, ale rzeczywiście nie było mnie na wiecu w Gdańsku. Dlaczego? Bo moja Natalia walczyła o życie w szpitalu. Trafiła tam karetką dzień wcześniej, w 8 miesiącu ciąży, z wewnętrznym krwotokiem. Byłem wtedy i następne dni z nią w szpitalu. Myślałem o tym, czy moja żona i dziecko przeżyją i nie podejrzewałem, że Marcin Horała, jak kiedyś esbecy w kościele, sprawdza i notuje, kto jest na wiecu, a kogo nie ma.
